niedziela, 15 października 2017

 plim!

Burza tonów powietrzem, jak to się mówi, targa,
Wyśpiewuje fortepian allegretta i larga,
Ze strun skrzypiec sfruwają uskrzydlonych nut roje,
Wybuchają melodią flety, trąbki, oboje.
A ja siedzę i czekam, a ja czekam i siedzę,
I wsłuchuję się bacznie, i uważam, i śledzę.
Chłonę gest dyrygenta, rzekłbym: stapiam się z nim,
I gdy wreszcie da znak mi - wtedy ja robię: plim! 

 
Potem piszą, że koncert to majstersztyk maestra,
Że dyrygent genialny, znakomita orkiestra,
Że te smyczki tak brzmiały, ze ta blacha tak brzmiała,
Że fortepian szlachetny i że trąbka wspaniała.
O mnie nic nie napiszą, ani słowa pochwały,
Przez to prawdopodobnie, że instrument za mały.
I przekonaj tu kogo, i dyskutuj tu z kim,
Że nie będzie koncertu, jak nie zrobi się: plim! 

 
Ja się także kształciłem, byłem w konserwatorium,
Grałem fugi, sonaty, nawet raz oratorium.
Też się zapowiadałem, śniła mi się kariera
Rubinsteina, Ojstracha, Menuhina, Richtera,
Żeby kwiaty, wywiady, żeby wywoływali,
Żeby były piękne kobiety, żeby mdlały na sali…
Bardzo prędko to wszystko się rozwiało jak dym,
Zamiast tego tu siedzę i na znak robię: plim! 


Ona jedna wiedziała, że mi śpiewa wciąż w duszy
Ona także w muzyce zakochana po uszy.
Razem żyliśmy  Bachem, Beethovenem i Lisztem
A poza tym ze sobą, płeć plus dusza - mój system 
Ale cóż, choć kochała, przeminęło jej z czasem,
Teraz nie jest już ze mną, teraz jest z kontrabasem.  
Chciałem walczyć, zatrzymać, ale pytam się: czym?
Jakie można mieć szanse, kiedy robi się: plim! 
 
Życie jest jak fortepian: choć błyszczące, lecz czarne
I nie warto się męczyć, bo to wszystko na marne.
Chciałem skończyć ze sobą, miałem dość tych dyrdymał,
Ale jeden przyjaciel mnie na szczęście powstrzymał.
- Człowiek - rzekł- prawie każdy ma buławę w tornistrze
I w marzeniach jest wodzem albo mistrzem nad mistrze.
Ale życie przeważnie tak obchodzi się z nim,
Że gdy zbiera się zagrzmieć, to wychodzi mu: plim! 




sobota, 9 września 2017